Jak pisać o sobie jako ekspert, nie popadając w przechwałki

0
27
1/5 - (1 vote)

Z artykuły dowiesz się:

Dlaczego tak trudno pisać o sobie jako ekspercie

Kultura „nie wypada się chwalić” a komunikacja ekspercka

Dla wielu osób największą blokadą w komunikacji eksperckiej nie jest brak umiejętności pisania, tylko wychowanie i przekonania. Od dziecka słyszysz: „nie chwal się”, „skromność to cnota”, „inni ocenią, czy robisz coś dobrze”. Taki schemat świetnie działa w szkole czy w rodzinie, ale w marketingu i sprzedaży potrafi mocno zaszkodzić.

Kiedy zaczynasz tworzyć stronę, ofertę czy post w social media, w głowie od razu pojawia się myśl: „kto ja jestem, żeby mówić, że jestem ekspertem?”. Zamiast konkretów pojawiają się wymijające formułki: „staram się pomagać firmom…”, „ Taki ton jest „grzeczny”, ale nie buduje zaufania. Klient szuka kogoś, kto wie, co robi i potrafi to jasno pokazać.

Do tego dochodzi lęk przed oceną: obawa, że ktoś zarzuci ci brak pokory, wyśmieje liczby w case study albo porówna cię z bardziej znanymi nazwiskami. W efekcie komunikacja ekspercka staje się rozmyta, asekuracyjna i pozbawiona konkretów – a to dokładnie odwrotnie niż potrzeba w marketingu.

Dwie skrajności w autoprezentacji: ukrywanie się vs. nachalna sprzedaż

Osoby, które pracują ekspercko, bardzo często lądują w jednej z dwóch skrajności:

  • „Niech moje działania mówią same za siebie” – czyli brak wyraźnej autoprezentacji. Na stronie jest jedynie nazwa firmy, oferowane usługi i ewentualnie lakoniczne „mam kilkuletnie doświadczenie w branży”. Zero liczb, zero przykładów realizacji, zero kontekstu. Taki specjalista jest dla klienta anonimowy. Nie ma punktu zaczepienia, by zdecydować: „tak, to ta osoba”.
  • „Muszę się sprzedać za wszelką cenę” – druga skrajność to nadmuchane deklaracje, puste superlatywy i komunikaty w stylu: „najlepszy ekspert w Polsce”, „wyjątkowo skuteczne strategie”, „niesamowite efekty”. Dużo „ja”, mało faktów. Taka narracja często brzmi sztucznie, szczególnie gdy nie stoi za nią rozpoznawalna marka lub duże portfolio.

Obie postawy są kosztowne. Pierwsza sprawia, że jesteś „niewidzialny” i trudniej ci domykać sprzedaż. Druga – że część klientów od razu ma włączony filtr sceptycyzmu, a nawet zniechęcenia. Środek, którego szukasz, to jasna, konkretna komunikacja ekspercka bez zadęcia.

Różnica między przechwałką a rzetelnym pokazaniem kompetencji

Kluczowe rozróżnienie: przechwałka to ocena siebie, a rzetelna komunikacja ekspercka to opis faktów i efektów. Przykład:

  • Przechwałka: „Jestem najlepszym doradcą podatkowym, jakiego spotkasz”.
  • Rzeczowe pokazanie kompetencji: „Od 8 lat pomagam małym firmom układać podatki tak, żeby nie przepłacały i spały spokojnie przed kontrolą. Współpracowałem z ponad 60 jednoosobowymi działalnościami z branży usługowej”.

W pierwszym zdaniu mówisz, co myślisz o sobie. W drugim – opisujesz, co realnie robisz i dla kogo. To klient na tej podstawie sam wyciąga wniosek, że masz doświadczenie. Taka komunikacja jest znacznie spokojniejsza, a jednocześnie o wiele bardziej przekonująca.

Rzetelne pokazanie kompetencji opiera się na trzech elementach:

  • konkretnych faktach (lata doświadczenia, typy projektów, branże),
  • realnych efektach (co się zmieniło u klientów),
  • spójności – to, co deklarujesz, da się znaleźć w portfolio, referencjach, publikacjach.

Wpływ stylu autoprezentacji na sprzedaż i zaufanie

Komunikacja ekspercka to nie jest „ładny dodatek do strony”. To element, który wprost wpływa na decyzje zakupowe. Jeśli klient nie rozumie, dlaczego masz prawo doradzać, łatwo odejdzie do kogoś, kto potrafił to wytłumaczyć prościej, nawet jeśli faktycznie wiesz więcej.

Gdy przesadzasz z przechwałkami, uruchamiasz u odbiorcy mechanizm obronny. Zaczyna zadawać pytania: „skąd on to wie, że jest najlepszy?”, „gdzie dowody?”, „czy to nie jest po prostu marketingowa gadka?”. W efekcie musi sam szukać potwierdzeń – a to dodatkowy wysiłek, którego większość ludzi po prostu nie podejmuje.

Gdy za mało mówisz o sobie, klient widzi jedynie usługę, a nie człowieka lub firmę za nią stojącą. Trudniej ci budować stawki, bo niczego nie wyróżniasz – wyglądasz jak „kolejna osoba od X”. Komunikacja ekspercka ma realną, biznesową funkcję: ułatwia klientowi podjęcie decyzji i podnosi postrzeganą wartość twojej pracy.

Co sprawdzić: ukrywasz się czy przerysowujesz swoją rolę?

Krok 1 – weź 2–3 miejsca, w których piszesz o sobie jako ekspercie: sekcja „o mnie” na stronie, opis w ofercie, bio w social media.

Krok 2 – zaznacz innym kolorem:

  • wypowiedzi oceniające siebie („jestem świetny”, „wyróżniam się”, „jestem wyjątkowo skuteczny”),
  • konkretne fakty (lata doświadczenia, liczba zrealizowanych projektów, typy klientów, branże, publikacje).

Krok 3 – odpowiedz szczerze:

  • czy przeważają oceny siebie, czy konkrety, które można zweryfikować?
  • czy jest choć jedno zdanie, które jasno mówi, dlaczego klient ma słuchać właśnie ciebie?

Jeśli nie – tu właśnie zaczyna się praca nad komunikacją ekspercką.

Mężczyzna w garniturze pokazuje pustą wizytówkę biznesową
Źródło: Pexels | Autor: Pixabay

Fundament: po co w ogóle komunikować swoją eksperckość

Ekspert nie chwali się – redukuje ryzyko klienta

Główny cel komunikacji eksperckiej jest prosty: zmniejszyć ryzyko decyzji po stronie klienta. Klient wchodzi na stronę z pytaniem: „czy ta osoba naprawdę jest w stanie rozwiązać mój problem?”. Nie oczekuje skromności ani „samooceny na 3+”. Oczekuje przesłanek, na podstawie których może zminimalizować ryzyko złego wyboru.

Jeśli nie pokazujesz doświadczenia, procesów, efektów – klient musi „wierzyć na słowo”. To podnosi jego wewnętrzny poziom stresu. Część osób wycofa się na tym etapie, inni będą targować cenę, bo nie widzą konkretnej wartości. Eksperckość zakomunikowana mądrze nie jest przechwałką, tylko formą szacunku do czasu i pieniędzy klienta. Dajesz mu informacje, których potrzebuje, żeby podjąć rozsądną decyzję.

Jak komunikacja ekspercka skraca proces sprzedaży i wspiera wyższe stawki

Gdy dobrze ułożysz komunikację ekspercką, dzieją się trzy rzeczy:

  • Mniej tłumaczenia na prywatnych rozmowach – klient przychodzi na spotkanie już z poczuciem: „wiem, z kim rozmawiam, znam przykłady jego pracy”. Spotkanie służy doprecyzowaniu szczegółów, a nie przedstawianiu całego dorobku od zera.
  • Krótszy cykl decyzyjny – zamiast wielu maili z pytaniami typu „czy pracował Pan/Pani kiedyś z branżą X?”, „czy ma Pan/Pani doświadczenie z Y?”, większość odpowiedzi jest już na stronie, w ofercie i w twoich materiałach. Klient szybciej mówi „tak” lub „nie” – i to jest korzystne dla obu stron.
  • Lepsze uzasadnienie stawki – przy wyższej cenie klient musi zobaczyć odpowiedź na pytanie: „za co konkretnie płacę?”. Jeśli widzi ekspercko ułożoną ścieżkę, doświadczenie w podobnych projektach i konkretne rezultaty, łatwiej mu przyjąć, że wyższa cena ma sens.

Eksperckość nie jest celem samym w sobie. Jest narzędziem, które uzasadnia twoją ofertę: sposób pracy, zakres, cenę, warunki współpracy.

Deklaracje vs. dowody: czego naprawdę potrzebuje klient

„Jestem ekspertem” to deklaracja. Klient oczekuje dowodów. Dowód nie musi być niczym spektakularnym. Może to być:

  • konkretny case study: „pracując z firmą X, uporządkowaliśmy proces sprzedaży, dzięki czemu handlowcy wiedzieli, co robić z każdym nowym leadem”;
  • opis typowych sytuacji klientów, z którymi pracujesz na co dzień;
  • publikacje branżowe, wystąpienia, szkolenia, w których uczestniczyłeś jako prowadzący;
  • liczby: ile lat pracujesz w danym obszarze, ile projektów tego typu masz za sobą (nawet orientacyjnie).

W komunikacji eksperckiej dużo bezpieczniej działa zdanie: „od pięciu lat projektuję kampanie mailingowe dla e-commerce” niż: „znam się świetnie na e-mail marketingu”. Pierwsze jest informacją, drugie – Twoją oceną. Klient woli fakty.

Ekspert ogólny vs. wyspecjalizowany – komu łatwiej zaufać

„Ekspert od wszystkiego” jest podejrzanie podobny do „eksperta od niczego”. Im bardziej rozproszona komunikacja („zajmuję się marketingiem, sprzedażą, HR-em i strategią”), tym trudniej klientowi zrozumieć, w jakim konkretnie obszarze możesz mu na pewno pomóc.

Komunikacja ekspercka zyskuje na sile, gdy jest ukierunkowana. Zamiast:

  • „Pomagam firmom rozwijać się w internecie” –

lepiej:

  • „Projektuję strategie content marketingowe dla sklepów internetowych, które chcą sprzedawać więcej bez agresywnych kampanii sprzedażowych”.

Nie oznacza to, że poza główną specjalizacją nie robisz nic innego. Oznacza tylko, że w komunikacji stawiasz jasny punkt ciężkości. Klient ma wiedzieć, z jakim typem problemu jesteś „pierwszym wyborem”.

Co sprawdzić: czy widać, dlaczego masz prawo doradzać

Krok 1 – przeczytaj swoją sekcję „o mnie” lub opis w ofercie i zadaj sobie pytanie: gdybyś był zupełnie obcą osobą, czy wiedziałbyś po lekturze:

  • komu konkretnie pomagasz,
  • w jakich obszarach,
  • na podstawie jakiego doświadczenia,
  • co sprawia, że rozumiesz problemy tej grupy lepiej niż „przypadkowa osoba z internetu”?

Krok 2 – jeśli odpowiedź na któreś pytanie brzmi „nie do końca”, to właśnie tam brakuje elementów komunikacji eksperckiej: faktów, przykładów, doprecyzowania.

Krok 1 – Zdefiniuj, w czym naprawdę jesteś ekspertem

Odejście od ogólników: nazwij to, co naprawdę robisz

„Specjalista ds. marketingu”, „konsultant biznesowy”, „coach rozwoju osobistego” – takie etykiety są zbyt szerokie, by cokolwiek mówić o twojej faktycznej eksperckości. Klient szuka raczej osoby, która:

  • „pomaga małym firmom poukładać komunikację na stronie i w social media tak, żeby zrozumiał ich zwykły człowiek, a nie tylko branża”,
  • „ogarnia procesy sprzedaży w firmach usługowych – od pierwszego kontaktu klienta po domknięcie współpracy”,
  • „prowadzi terapię par w kryzysie komunikacyjnym”.

Im konkretniej nazwiesz to, co robisz, tym łatwiej klientowi rozpoznać się w twojej ofercie. Ogólniki są bezpieczne, ale nieskuteczne. Eksperckość zaczyna się tam, gdzie umiesz powiedzieć: „to jest mój obszar, na tym się skupiam”.

Ćwiczenie: trzy obszary, w których realnie dowiozłeś efekty

Prosty sposób, by wyjść z mgły ogólników:

Krok 1: Zrób listę 10 projektów lub współprac z ostatnich lat, z których jesteś zadowolony. Nie muszą być spektakularne. Ważne, że klient dostał to, co obiecałeś.

Krok 2: Przy każdym projekcie dopisz jednym zdaniem:

  • z jakiego powodu klient do ciebie przyszedł (problem, potrzeba),
  • co konkretnie zrobiłeś,
  • co było efektem (nawet jeśli to jakościowa zmiana, np. „klient wreszcie miał poukładane procedury”).

Krok 3: Zaznacz trzy projekty, w których:

  • czułeś się najbardziej „u siebie”,
  • proces współpracy przebiegał najpłynniej,
  • rezultat był najbardziej satysfakcjonujący dla obu stron.

To są właśnie twoje mocne obszary eksperckości w praktyce. W komunikacji zamiast pisać: „zajmuję się marketingiem”, możesz zacząć od: „projektuję kampanie mailingowe dla małych sklepów internetowych, którym brakuje czasu na regularne wysyłki”. To jest zrozumiałe i sprawdzone w boju.

Trzy filary eksperckości: teoria, praktyka, proces

Eksperckość to nie tylko „mam wiedzę”. Żeby brzmieć wiarygodnie, warto oprzeć swoją narrację na trzech filarach:

Jak z tych filarów zbudować konkretną narrację o sobie

Żeby teoria, praktyka i proces nie brzmiały jak sucha lista, połącz je w krótką, spójną historię o tym, jak pracujesz. Nie chodzi o „storytelling z fajerwerkami”, ale o prostą ścieżkę: skąd wiesz, co robisz, gdzie to sprawdziłeś i jak prowadzisz klienta.

Mogą ci w tym pomóc trzy krótkie akapity:

  • Akapit o tle merytorycznym (teoria) – „Z wykształcenia jestem…, skończyłem/skończyłam…, regularnie szkolę się w obszarze…”. Bez rozwlekłego CV, tylko esencja, która pokazuje, że nie działasz z przypadku.
  • Akapit o praktyce – „Od X lat pracuję z…, w tym czasie zrealizowałem/am projekty dla…, najczęściej pomagam w…”. Tu pojawia się kontekst: z kim i w jakich realiach pracujesz.
  • Akapit o procesie – „Pracę z klientem zaczynam od…, następnie…, na końcu…”. To pomaga klientowi zobaczyć, że masz powtarzalny, przemyślany sposób działania.

W praktyce może to wyglądać tak:

„Z wykształcenia jestem psychologiem, ukończyłam czteroletnie szkolenie terapeutyczne w nurcie X. Od ośmiu lat pracuję z parami w kryzysie komunikacyjnym – najczęściej trafiają do mnie osoby, które ‘utknęły’ w tych samych kłótniach. Każdą współpracę zaczynam od wspólnego nazwania problemu obu stron, później uczymy się nowych sposobów rozmowy i reagowania w trudnych sytuacjach. Po kilku spotkaniach para dostaje konkretne narzędzia, które może stosować poza gabinetem.”

Zero przechwałek, same fakty ułożone w logiczny ciąg. To właśnie jest narracja ekspercka.

Co sprawdzić: przeczytaj swój aktualny opis i zaznacz, czy widać tam choć po jednym zdaniu o: twoim zapleczu merytorycznym, praktyce i sposobie pracy. Jeśli któregoś filaru brakuje – dopisz go w formie krótkiego akapitu, bez ozdobników.

Granica między „znam się na tym” a „znam się na wszystkim”

Silne „ja” eksperta kusi, żeby dopisać wszystkie obszary, których kiedykolwiek dotknąłeś w pracy. To pułapka. Powyżej pewnego poziomu rozproszenia komunikat „znam się na wielu rzeczach” zamienia się dla klienta w „nie mam punktu zaczepienia”.

Żeby nie przesadzić, zrób krótki przegląd:

  • Krok 1: Wypisz wszystkie tematy, w których czujesz się kompetentny.
  • Krok 2: Przy każdym dopisz, jak często realnie pracujesz w tym obszarze (np. „prawie codziennie”, „kilka razy w roku”, „zdarzyło się raz”).
  • Krok 3: Zostaw w komunikacji 1–2 główne obszary („codziennie”) i ewentualnie 1–2 poboczne („kilka razy w roku”). Resztę traktuj jako tło, nie jako element oferty pierwszego planu.

Dzięki temu opis „pomagam firmom w marketingu, sprzedaży, strategii, rekrutacji, PR i rozwoju osobistym zespołów” zmieni się w coś w rodzaju: „Układam procesy sprzedaży w firmach usługowych i pomagam zespołom handlowym komunikować wartość oferty. Dodatkowo wspieram właścicieli firm przy rekrutacji pierwszych handlowców”. Eksperckość zyskuje ostrość.

Co sprawdzić: czy osoba, która widzi twój opis pierwszy raz, potrafiłaby jednym zdaniem odpowiedzieć, w czym jesteś pierwszym wyborem. Poproś znajomego spoza branży o taką próbę – to dobre lustro.

Zespół agentów nieruchomości pozuje pewnie w nowoczesnym biurze
Źródło: Pexels | Autor: Daniel & Hannah Snipes

Krok 2 – Zamień „ja jestem super” na konkretne fakty i efekty

Jak rozpoznać przechwałkę przebranyą za profesjonalizm

Nie każda mocna deklaracja jest zła. Problem pojawia się, gdy zdanie o tobie nie niesie żadnej informacji, a brzmi jak reklama z ulotki. Typowe sygnały ostrzegawcze:

  • dużo przymiotników, mało rzeczowników („skuteczny, doświadczony, wyjątkowy, kompleksowy”),
  • brak kontekstu („pracuję z wieloma firmami” – jakimi? w czym?),
  • brak punktu odniesienia („oferuję najwyższą jakość” – w porównaniu do czego?),
  • poczucie, że to samo zdanie mogłoby się pojawić na stronie dowolnej innej osoby.

Jeśli po wykreśleniu twojego imienia opis nadal pasuje do pięciu konkurentów – to znak, że masz do czynienia z ogólną laurką, a nie komunikacją ekspercką.

Co sprawdzić: wybierz trzy najsilniejsze zdania „o sobie” i zadaj pytanie: „czy na ich podstawie obca osoba jest w stanie wyobrazić sobie choć jedną konkretną sytuację z mojej pracy?”. Jeśli nie – zdanie trzeba przepraszczować i osadzić w faktach.

Model: od oceny do faktu w trzech krokach

Każdą przechwałkę da się przerobić na sensowny komunikat. Pomoże ci prosty schemat:

  1. Złap ocenę – np. „jestem skutecznym trenerem sprzedaży”.
  2. Dopisz, co masz na myśli – „skutecznym, bo…?”.
  3. Przerób na fakt – „w ciągu ostatnich dwóch lat…”, „w większości projektów…”, „w pracy z zespołami…”.

Przykład:

  • Ocena: „Jestem świetnym copywriterem”.
  • Co masz na myśli: „zleceniodawcy wracają i polecają mnie dalej, a teksty realnie zwiększają sprzedaż lub zaangażowanie”.
  • Fakt: „Od pięciu lat piszę teksty sprzedażowe dla małych firm. Większość nowych zleceń to polecenia od obecnych klientów, którym pomogłem uporządkować komunikację i zwiększyć liczbę zapytań z www”.

Sens zostaje, patos znika. Nie mówisz, że jesteś „świetny”, tylko pokazujesz, dlaczego tak może uważać ktoś z zewnątrz.

Co sprawdzić: weź jedno zdanie „jestem X” i zapisz obok: „czyli co konkretnie?”. To „czyli co” przerób na jedno zdanie oparte na faktach czasu, liczby, rodzaju klientów lub typowych efektów.

Jak mówić o efektach, gdy brakuje spektakularnych liczb

Nie każdy projekt kończy się dwukrotnym wzrostem sprzedaży. To nie znaczy, że nie masz o czym mówić. Efekty możesz pokazywać na trzech poziomach:

  • Efekty twarde – liczby, wzrosty, spadki, konkretne parametry („skrócenie czasu odpowiedzi na zapytania z 3 dni do 24 godzin”).
  • Efekty miękkie – zmiana sposobu pracy, lepsza komunikacja, większa klarowność, uproszczenie procesów.
  • Efekty pośrednie – stworzenie fundamentu pod kolejne działania (np. poukładanie bazy kontaktów przed wdrożeniem CRM).

Przykład z praktyki: konsultant, który pomagał małej firmie usługowej poukładać ofertę, nie miał spektakularnych liczb. Mógł jednak uczciwie napisać: „Po wspólnej pracy właściciel miał wreszcie jasny podział usług na trzy pakiety. Dzięki temu łatwiej mu rozmawiać o cenie i nie gubi się w tłumaczeniach na spotkaniach z klientami”. To jest realny efekt, który każdy przedsiębiorca potrafi sobie wyobrazić.

Co sprawdzić: przy trzech wybranych projektach dopisz jedno zdanie o efekcie na każdym z poziomów: twardym, miękkim lub pośrednim. Wybierz to, co jest najbardziej zrozumiałe dla twojej grupy docelowej.

Case study zamiast „jestem dobry w… ”

Zamiast pisać, że jesteś dobry, pokaż jedną krótką historię. Nie musisz tworzyć wielostronicowych case studies. Wystarczy prosty szkielet:

  • Kontekst – kto do ciebie przyszedł (bez ujawniania wrażliwych danych).
  • Problem – z czym klient miał kłopot, jak to odczuwał.
  • Działanie – co konkretnie zrobiłeś.
  • Rezultat – co się zmieniło po waszej pracy.

Przykład skróconego case’u w jednym akapicie:

„Zgłosiła się do mnie właścicielka małego sklepu online, która miała poczucie, że ‘ciągle coś publikuje, ale to nie sprzedaje’. Wspólnie przeanalizowałyśmy dotychczasową komunikację, uporządkowałyśmy ofertę i zaplanowałyśmy prosty kalendarz mailingów na trzy miesiące. Po pierwszym miesiącu liczba zapytań z newslettera wzrosła, a sama właścicielka mówiła, że wreszcie ‘wie, co i kiedy wysyła’.”

Nie ma tu ani jednego zdania typu „jestem wybitna”. A jednak po lekturze czytelnik ma obraz twojej pracy.

Co sprawdzić: wybierz jeden projekt i opisz go w czterech zdaniach według schematu: kontekst, problem, działanie, rezultat. Zobacz, jak to zmienia odbiór twojej eksperckości.

Dłoń trzymająca pustą wizytówkę nad drewnianym biurkiem z akcesoriami
Źródło: Pexels | Autor: Angela Roma

Krok 3 – Język, który buduje autorytet bez zadęcia

Prosto, ale nie „po koleżeńsku”

Najczęstsze wahadło przy pisaniu o sobie: z jednej strony język nadęty („świadczę usługi doradcze o najwyższym standardzie”), z drugiej – zbyt kumpelski („hej, jestem Kasia i totalnie jaram się marketingiem”). Obie skrajności podkopują twój autorytet, tylko w różny sposób.

Bezpieczny środek to język:

  • konkretny – więcej czasowników niż przymiotników,
  • neutralny emocjonalnie – mało superlatyw, zero „naj”,
  • szanujący odbiorcę – bez protekcjonalnych sformułowań („to dla ciebie pestka”).

Zamiast pisać: „z pasją pomagam kobietom spełniać marzenia o własnym biznesie”, możesz napisać: „pracuję z kobietami, które chcą rozwinąć własną firmę usługową – od pierwszych klientów po ustabilizowanie przychodów”. Wciąż jest w tym zaangażowanie, ale bez „fajerwerków językowych”.

Co sprawdzić: zaznacz w swoim tekście wszystkie superlatywy („najlepszy”, „wyjątkowy”, „niepowtarzalny”, „wybitny”). Zostaw tylko te, które potrafisz podeprzeć zewnętrznym dowodem (nagroda, certyfikacja, ranking). Resztę zamień na neutralne opisy działań.

Unikaj żargonu, ale nie zaniżaj poziomu

Drugie częste potknięcie: albo mówimy pełnym branżowym żargonem, albo „spłaszczamy” język tak bardzo, że brzmi jak poradnik z kolorowego magazynu. Ekspert potrafi powiedzieć trudne rzeczy prostymi słowami, ale nie udaje, że świat jest banalny.

Kilkustopniowy sposób na odżargonianie:

  • Krok 1: Zaznacz w swoim tekście wszystkie słowa, które usłyszałeś głównie na szkoleniach, w branżowych artykułach lub prezentacjach (np. „framework”, „pipeline”, „retencja”, „dywersyfikacja kanałów”).
  • Krok 2: Przy każdym dopisz w jednym zdaniu, co to znaczy „po ludzku”.
  • Krok 3: W właściwym tekście zostaw słowo branżowe tylko wtedy, gdy naprawdę go potrzebujesz – i od razu objaśnij w nawiasie lub kolejnym zdaniu.

Przykład: zamiast „optymalizuję pipeline sprzedaży” możesz napisać: „uporządkowuję kolejne etapy sprzedaży – od pierwszego kontaktu klienta po podpisanie umowy (tzw. pipeline sprzedaży)”. Brzmi normalnie, a jednocześnie pokazuje, że znasz fachową terminologię.

Co sprawdzić: daj swój opis osobie spoza branży i poproś, żeby podkreśliła wszystkie słowa, których nie rozumie. Przy każdym z nich dopisz prostą definicję i zastanów się, czy fachowy termin jest w ogóle potrzebny.

„Ja” w służbie „ty”: jak przełączyć perspektywę

Eksperckość nie polega na opowiadaniu bez końca o sobie. Klient chce zobaczyć, co z tego ma. Dlatego w tekstach o sobie warto balansować między „ja” a „ty”.

Prosty test:

  • jeśli akapit zaczyna się od „ja” („jestem”, „pracuję”, „prowadzę”), zakończ go zdaniem, które przełącza perspektywę na klienta („dzięki temu masz…”, „dla ciebie oznacza to…”),
  • jeśli w całym tekście prawie nie ma „ty”, klient może mieć poczucie, że patrzy na cudze CV, a nie na ofertę pomocy.

Przykład przełączenia:

„Od siedmiu lat projektuję strony internetowe dla jednoosobowych firm usługowych. Dzięki temu wiem, jakie informacje na stronie są kluczowe, żeby klient nie tylko ‘zajrzał i uciekł’, ale faktycznie zrozumiał twoją ofertę i napisał wiadomość.”

Co sprawdzić: policz w swojej sekcji „o mnie”, ile razy pojawia się „ja” (lub „my”), a ile „ty” (lub „Pan/Pani”). Jeśli „ja” zdecydowanie wygrywa, dopisz przy kluczowych zdaniach krótkie dopowiedzenia pokazujące korzyść dla odbiorcy.

Jak mówić o porażkach i ograniczeniach, żeby nie tracić autorytetu

Ekspert bez porażek jest niewiarygodny. Z drugiej strony – opowieść o wszystkich nieudanych projektach pod rząd nie zachęca do współpracy. Potrzebny jest środek: pokazujesz, że umiesz wyciągać wnioski i jasno komunikujesz, czego nie robisz.

Najprostsza zasada: porażka + refleksja + konkretna zmiana. Bez któregoś z tych elementów robi się albo żal, albo przechwałka w przebraniu („tak bardzo się starałem…”).

Możesz podejść do tego w trzech krokach:

  1. Krok 1 – Nazwij ograniczenie po ludzku
    Zamiast: „nie obsługuję dużych korporacji, bo mnie nudzą”, napisz: „specjalizuję się w pracy z małymi firmami i freelancerami – nie prowadzę projektów dla dużych korporacji”. Jedno brzmi jak foch, drugie jak świadomy wybór.
  2. Krok 2 – Pokaż, co z tego ma klient
    „Dzięki temu mogę reagować szybciej i łatwiej dopasować sposób pracy do konkretnej osoby, a nie rozbudowanych procedur”. Ograniczenie zamienia się w przewagę.
  3. Krok 3 – Dodaj przykład wzięcia odpowiedzialności
    „Gdy widzę, że projekt wykracza poza moje kompetencje (np. wymaga zaawansowanego programowania), rekomenduję sprawdzone osoby i jasno zaznaczam, za który fragment pracy odpowiadam”. To sygnał, że nie bierzesz wszystkiego „byle wziąć”.

Przykład krótkiej, uczciwej wzmianki o porażce:

„Na początku przyjmowałem każde zlecenie na teksty – także te z branż, na których się nie znałem. Efekt? Jeden z projektów musiałem poprawiać kilkakrotnie. Od tamtej pory pracuję tylko w trzech obszarach: usługi dla małych firm, edukacja online i branża kreatywna. Dzięki temu nie uczę się rynku na twoim projekcie.”

Co sprawdzić: wypisz jedno ograniczenie (czego nie robisz) i jedną trudną sytuację z przeszłości. Przy każdej dopisz zdanie: „co z tego ma teraz klient?”. Jeśli tego „co” nie potrafisz nazwać, historia nie jest jeszcze gotowa do użycia w komunikacji.

Jak mówić o certyfikatach, nagrodach i „papierach” bez efekciarstwa

Dyplomy i odznaki same w sobie nie sprzedają, ale mogą być ważną cegiełką w budowaniu zaufania. Klucz tkwi w kontekście: po co to komu. Zamiast tablicy chwały – krótkie, zrozumiałe dopowiedzenie.

Praktyczny schemat:

  • Co to za „papier” – nazwa certyfikatu, studiów, nagrody.
  • Co w praktyce dzięki temu umiesz lub robisz inaczej.
  • Co z tego ma klient – jedno, maksymalnie dwa zdania.

Przykład suchego opisu:

„Certyfikowany trener FRIS, absolwentka studiów podyplomowych z marketingu, laureatska konkursu X.”

Przeróbka na język korzyści:

„Jestem certyfikowanym trenerem FRIS – wykorzystuję to narzędzie, żeby pomóc zespołom lepiej się dogadywać i szybciej podejmować decyzje. Ukończyłam studia podyplomowe z marketingu, co łączę z praktyką w małych firmach – nie proponuję rozwiązań, które działają tylko w korporacjach.”

Typowe błędy przy mówieniu o „papierach”:

  • Lista bez ładu – ciąg nazw, skrótów i lat ukończenia, bez wyjaśnień.
  • Przesada w hierarchii – trzy akapity o studiach sprzed 10 lat i jedno zdanie o tym, co robisz teraz.
  • Brak selekcji – wszystko od kursu z Excela po „warsztaty z kreatywności w liceum”.

Co sprawdzić: przy każdym certyfikacie lub szkole dopisz zdanie: „dzięki temu dzisiaj potrafię… / dzięki temu mogę dla ciebie…”. Jeśli nie umiesz tego dokończyć – usuń ten punkt z głównej wersji bio, ewentualnie przenieś do krótkiej notki „dla dociekliwych”.

Struktury tekstu: jak poukładać informacje o ekspercie w ofercie i na stronie

Gdzie na stronie w ogóle mówić o sobie

Informacje o ekspercie nie powinny być tylko w zakładce „O mnie”. Dobrze, jeśli przewijają się w kilku miejscach – ale inaczej podane.

Prosty podział ról poszczególnych sekcji:

  • Strona główna – jedno, dwa zdania pokazujące, kim jesteś w kontekście problemu klienta.
  • Oferta / usługi – krótkie wstawki „eksperckie” przy konkretnych produktach („dlaczego możesz mi zaufać w tym temacie”).
  • Zakładka „O mnie” – ułożona historia, która spina wszystko w całość.
  • Blog / materiały – praktyczne treści, które potwierdzają to, co mówisz o sobie.

Przykładowe zdanie na stronę główną:

„Pomagam małym firmom usługowym poukładać komunikację i ofertę tak, żeby klienci wreszcie rozumieli, za co płacą.”

To nie jest jeszcze pełne bio, ale już ustawia cię w roli konkretnego eksperta.

Co sprawdzić: otwórz swoją stronę i zobacz, w ilu miejscach jesteś tylko „imię + tytuł” (np. „psycholożka”, „grafik”). Spróbuj w co najmniej dwóch sekcjach dopisać krótkie zdanie: „w praktyce oznacza to, że…”.

Prosty szkielet sekcji „O mnie”, który nie brzmi jak CV

Zamiast chronologii od liceum, użyj struktury, która prowadzi czytelnika jak po schodkach. Możesz oprzeć się na czterech blokach.

  1. Blok 1 – Kim jestem dla ciebie
    Jedno–dwa zdania. Nie „urodziłam się w…”, tylko: „Jestem strategiem komunikacji, który pomaga małym firmom mówić o swojej ofercie prosto i przekonująco.”
  2. Blok 2 – W czym konkretnie pomagam
    Tu pojawiają się twoje główne obszary pracy. Zamiast ogólnego „pracuję z firmami”, napisz: „najczęściej pomagam przy: (1) poukładaniu oferty, (2) napisaniu kluczowych tekstów na stronę, (3) opracowaniu prostego planu komunikacji na 3–6 miesięcy”.
  3. Blok 3 – Dlaczego możesz mi zaufać
    Fakty zamiast przechwałek: liczba lat praktyki, typowi klienci, kilka przykładów efektów lub krótkich case’ów. Tu mogą się pojawić nagrody czy certyfikaty – ale zawsze z dopowiedzeniem, co z nich wynika.
  4. Blok 4 – Jak pracuję i do kogo NIE jestem
    Krótkie zasady współpracy (np. forma kontaktu, podejście do terminów) oraz jasne zaznaczenie, dla kogo twoje usługi nie są. To buduje wrażenie, że nie jesteś „dla wszystkich”.

Miniwersja tej struktury może wyglądać tak:

„Jestem projektantką graficzną, która pomaga małym markom usługowym pokazać się profesjonalnie – od logo po materiały do social mediów. Najczęściej pracuję z osobami, które wcześniej robiły wszystko samodzielnie i mają już dość ‘łatania’ wizualnej strony marki. Od 6 lat prowadzę własne studio, współpracowałam m.in. z dietetyczkami, architektami wnętrz i szkołami językowymi. Działam zdalnie, w małych, jasno określonych projektach – nie przyjmuję zleceń na duże rebrandingi korporacyjne.”

Co sprawdzić: podziel swoją obecną sekcję „O mnie” pionowymi kreskami na cztery bloki: „kim jestem”, „w czym pomagam”, „dlaczego ja”, „jak pracuję”. Zobacz, którego elementu jest najwięcej, a którego brakuje – uzupełnij luki jednym–dwoma zdaniami, zamiast dopisywać całe akapity.

Jak wpleść eksperckość w opis oferty, a nie tylko w „O mnie”

Opis usługi to świetne miejsce, żeby pokazać, że wiesz, co robisz – bez dodatkowej sekcji „jestem ekspertem”. Wystarczą krótkie, sprytne wstawki.

Możesz zastosować prosty schemat przy każdej ofercie:

  • Co robimy – opis usługi w jednym–dwóch zdaniach.
  • Jak to robimy – 3–4 kroki współpracy.
  • Dlaczego akurat ja/my w tym temacie – 2–3 zdania, w których pojawiają się fakty o twojej praktyce.

Przykład sekcji „dlaczego akurat ja” przy ofercie konsultacji:

„Od pięciu lat pracuję z soloprzedsiębiorcami, którzy sprzedają usługi eksperckie (psychologowie, doradcy, trenerzy). W większości projektów zaczynamy od uporządkowania oferty, bo to tam zwykle kryje się chaos. Na konsultację możesz przyjść z konkretnym pytaniem – na przykład jak ‘odchudzić’ ofertę lub jak nazwać pakiety.”

Nie ma tu superlatyw, a jednak widać zakres doświadczenia i typowych klientów.

Co sprawdzić: przy każdej usłudze dopisz miniakapit „dlaczego możesz mi zaufać w tym obszarze”. Użyj liczb lat, typów klientów, liczby zrealizowanych projektów, a nie ogólników typu „mam szerokie doświadczenie”.

Krótka stopka ekspercka do social mediów i newslettera

W social mediach i newsletterze często masz mało miejsca, żeby „przypomnieć, kim jesteś”. Dobrze działa krótka stopka, powtarzana pod postami, artykułami czy mailem powitalnym.

Możesz zbudować ją w formule:

„[Imię] – [rola / specjalizacja] dla [kogo]. Pomagam w [1–2 główne problemy], tak żeby [konkretny efekt].”

Przykład:

„Kasia – strateg komunikacji dla małych firm usługowych. Pomagam poukładać ofertę i teksty na stronę, tak żeby klienci rozumieli, za co płacą – i częściej pisali ‘dzień dobry’.”

Najczęstsze błędy w krótkich bio:

  • Sam zestaw etykiet – „coach, trener, mentor, konsultant” bez wyjaśnienia, dla kogo i w czym.
  • Zbyt ogólny „efekt” – „pomagam się rozwijać”, „wspieram w zmianie”. Brzmi poprawnie, ale nic nie mówi.
  • Moda zamiast treści – „pomagam być najlepszą wersją siebie”, „tworzę strategie, które wynoszą biznes na wyższy level”. To są puste frazy.

Co sprawdzić: spróbuj w jednym zdaniu odpowiedzieć: „dla kogo pracuję” i „w czym konkretnie pomagam”. Jeśli po przeczytaniu tego zdania znajomy nadal mógłby zapytać „ale co ty właściwie robisz?”, zdanie jest za ogólne.

Jak układać kolejność informacji, żeby nie brzmieć jak autopromocja

To, w jakiej kolejności mówisz o rzeczach, mocno wpływa na to, jak jesteś odbierany. Ten sam zestaw faktów można sprzedać jak przechwałkę albo jak spokojne, profesjonalne bio.

Bezpieczna kolejność jest taka:

  1. Problem / sytuacja klienta – od tego zacznij.
  2. Jak pomagasz – w jednym–dwóch zdaniach.
  3. Dlaczego możesz to robić – tu wchodzą twoje doświadczenia, liczby, role.

Przykład dwóch wersji tego samego:

  • Wersja „ja, ja, ja”:
    „Jestem doświadczoną trenerką biznesu z 10-letnią praktyką. Prowadzę szkolenia z komunikacji i zarządzania zespołem.”
  • Wersja z perspektywą klienta:
    „Jeśli prowadzisz mały zespół i masz wrażenie, że ciągle ‘gaszisz pożary’, pomagam uporządkować sposób pracy i komunikację w firmie. Od 10 lat prowadzę szkolenia z komunikacji i zarządzania – głównie dla właścicieli małych firm i ich kilkuosobowych zespołów.”

Co sprawdzić: weź dowolny akapit, w którym przedstawiasz siebie. Przestaw zdania tak, żeby pierwsze dotyczyło problemu lub sytuacji klienta, a dopiero kolejne – twojego doświadczenia. Zobacz, jak zmienia się odbiór całości.